niedzwiedz

O tym, czego nauczył mnie niedźwiedź.

Posted on Posted in Historie biegowe, Po górach

Po siedmiu latach od powrotu na szlaki i łącznie 43 dniach w Tatrach spotkałem wreszcie niedźwiedzia. Do tego momentu zazdrościłem innym szczęścia. Bo zobaczyć to wyjątkowe zwierzę jest pewnym wyróżnieniem. Mało kto miał okazję. Wiele razy zdarzyło mi się podziwiać kozice, nie raz w górach napotkałem lisa, świstaka nawet. Raz trafiłem też na łanię, choć to akurat było w Zakopanem. Czekałem na busa do Kuznic, gdy ta niespiesznie przeszła przez ulicę i skryła się w zaroślach. Na wypatrzenie rysia, żbika, kuny, czy gronostaja nawet nie liczę. Wilka miałbym może szansę spotkać w nocy na Rusinowej Polanie, gdy próbuje zakraść się do koszaru z owcami. Ale baca Rychtarczyk i jego juhas mają płytki sen. Przepędziliby i wilka i mnie, durnego turystę, co im w robocie przeszkadza. Został niedźwiedź.
I wreszcie się udało. Biegłem ze Starorobociańskiego Wierchu na Kończysty. Ludzi na szlaku było niewielu. Rozmazane po całym niebie chmury rzucały plamy cieni na zielone zbocza Tatr Zachodnich. Zakopane i Giewont zakryła właśnie ciężka kurtyna deszczu. Grzmiało. I wtedy, minutę przed szczytem, dostrzegłem brunatną sylwetkę. Para przede mną zaczęła robić zdjęcia. Znów kozica, pomyślałem w pierwszej chwili. Ale zaraz zrozumiałem, że to bardziej wyjątkowe spotkanie. Zdjęcie, szybko rób zdjęcie – dudniło mi w myślach. Sięgnąłem do pasa, chwyciłem za suwak, szybki gest i już aparat był w ręku. Jeszcze ruch kciukiem, włączony, już wizjer przy oku. Szybki zoom, palec na spuście. Zwierz ruszył, pierwsze zdjęcie. Przebiegł przez ścieżkę, drugie zdjęcie. Już mi zniknął, opuściłem aparat. Niedźwiedzia ani śladu. Gdzie się podział? Pobiegłem tam, gdzie go przed chwilą widziałem. Zniknął. Jakby zapadł się pod ziemię. Na szczęście zrobiłem zdjęcia.
Gdy przejrzałem je w domu, okazało się, że niedźwiedzia ledwo widać. Na dodatek wyszedł, jak wklejony w Photoshopie. Trzeba było wtedy stać i patrzeć, zamiast łapać za aparat. Miałbym lepsze ujęcia zapisane w pamięci. Byłyby zawsze pod ręką. Nikomu bym ich nie pokazał i nikomu bym się nie pochwalił. Ale w życiu nie chodzi o to, żeby się nim komuś pochwalić, tylko żeby je przeżyć. Dlaczego tak często o tym zapominam?

niedzwiedz_1s
Niedźwiedź brunatny tuż pod szczytem Kończystego Wierchu. Nie był zbyt towarzyski. I na dodatek postanowił słabo wyjść na zdjęciu.

 

niedzwiedz_2s
Ten niedźwiedź wyszedł jak wklejony w photoshopie. To nie było zbyt miłe.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *