Korfu Trail

Korfu Trail

Posted on Posted in Po górach

Corfu Trail 12 tarasBudzik nie zdążył zadzwonić. Ubiegłem go o pięć minut. To była już moja piąta pobudka o brzasku podczas pobytu na Korfu. Wszystko miałem przećwiczone, ale zanim się ruszyłem, leżałem kilka minut w bezruchu, zadając sobie w myślach fundamentalne pytanie – czy mnie poj…ało? Byłem na urlopie, urlop to wypoczynek, wypoczynek to nie zrywanie się o świcie. A ch…j tam, wstanę – zdecydowałem. Wprawnym ruchem przerzuciłem nogi poza materac tak, by nie powodować nadmiernego skrzypienia nadmiernie skrzypiącego łóżka. Krokiem szpiega z kreskówek przedostałem się do okna, z wyczuciem włamywacza delikatnie odsunąłem skrzydło przesuwne i wyszedłem na taras, gdzie czekał na mnie naszykowany poprzedniego wieczora ekwipunek. Równie delikatnie, niemal bezszelestnie zasunąłem okno, założyłem ostatnią czystą koszulkę do biegania, znacznie mniej świeże spodenki i gdy sięgnąłem po buty, zorientowałem się, że w trakcie wczorajszych przygotowań zapomniałem o skarpetkach.  Delikatnym ruchem, z wyczuciem włamywacza odsunąłem skrzydło okna i krokiem szpiega z kreskówek przedostałem się do pokoju, gdzie spały moje córki i stała szafa, w której spodziewałem się odnaleźć skarpetki. Półmrok nie sprzyjał poszukiwaniom, sprawy nie ułatwił też fakt, że skarpetek w szafie nie było. Sięgnąłem więc po parę używanych i wreszcie, po piętnastu minutach od przebudzenia ponownie stałem na tarasie gotowy do drogi. Zarzucając plecak przypomniałem sobie o wodzie, która została w pokoju, obok szafy bez czystych skarpetek. Po dwudziestu minutach od przebudzenia przeskoczyłem przez murek tarasu i ruszyłem w drogę. Był kwadrans po szóstej, więc zostały mi niewiele ponad dwie godziny na dotarcie na szczyt i powrót na śniadanie. Minąłem budynek z hotelową recepcją i zaplecze restauracji. Przebiegłem przez teren basenu, gdzie na niektórych leżakach rzucone już były rezerwujące te miejsca ręczniki. Część z nich leżeć tak będzie do popołudnia, kiedy ich właściciele łaskawie zechcą skorzystać ze swoich “rezerwacji”. Za basenem znajdował się spory trawnik, z którego rozpościerał się fenomenalny widok na zatokę Liapades. Na jego skraju stała drewniana altana. Deski, z których została zbudowana, były wyraźnie zeschnięte i spróchniałe, a podłoga w kilku miejscach zapadnięta. Na balustradzie ktoś przyczepił kartkę z napisem “no entrance”.  Właśnie stałem przy wejściu na jeden z odcinków bardzo popularnego według przewodnika i zupełnie zapomnianego przez miejscowych, jednego z bardziej malowniczych szlaków pieszych na świecie. Korfu Trail.

Poszukując z żonką miejsca na wakacje zwracałem uwagę na możliwość porannych przebieżek po okolicy, ale nawet nie spodziewałem się, jaka niespodzianka będzie czekać na mnie na miejscu. Przeglądając przed wylotem mapę Korfu i przewodnik, dowiedziałem się, że w 2000 roku z południowego do północnego krańca wyspy wytyczono szlak pieszy, biegnący przez jej najciekawsze miejsca. Wyczytałem wtedy, że Korfu Trail uznawany jest za jeden z najpiękniejszych szlaków wędrówkowych na świecie, a według oznaczeń na mapie przebiega niemal dokładnie przez miejsce, gdzie mieliśmy spędzić urlop. Nie muszę dodawać, że pierwszymi rzeczami, które spakowałem do walizki, były buty do biegania w terenie, cała góra koszulek technicznych i druga góra batonów energetycznych.

Corfu Trail znakNa miejscu okazało się, że odnalezienie Korfu Trail będzie nie lada wyczynem. Mimo, że szlak znakowany jest żółtymi oznaczeniami – kropkami i symbolami w kształcie rombu, za nic nie mogłem ich namierzyć. Dwa poranki poświęciłem na poszukiwania i choć odkryłem kilka ciekawych miejsc, przebieg Korfu Trail pozostał zagadką. Nie pomogło zaczepianie każdego napotkanego Korfianin… Korfuj… Greka. Nikt nawet nie słyszał o tym szlaku. W Internecie też niczego sensownego nie znalazłem. Jedynym efektem mojego śledztwa było nawiązanie miłej relacji z właścicielką wypożyczalni samochodów, byłej zapalonej biegaczki, która widząc jak na hasło “biec pod górę” świecą mi się oczy, obiecała zorganizować dla mnie pewną biegową wyprawę, o czym napiszę następnym razem. Po dwóch nieudanych próbach znalezienia choćby śladu Korfu Trail, zabrnięciu w kilka ślepych zaułków, biegu z na wpół ślepym i kulawym psem, który nie lubi smaku batonów figowych, odkryciu ruin miejscowej imprezowni o nazwie Space Disco, trzeciego poranka wreszcie znalazłem wejście na tak długo poszukiwany przeze mnie fragment szlaku, czyli ową rozeschniętą, drewnianą altanę.Corfu Trail 3 space disco Dwa kolejne dni poświęciłem na poznanie przebiegu trasy i odnajdywanie co chwila zgubionego szlaku, który okazał się mizerne oznaczony, miejscami niemal całkowicie zarośnięty i zaskakująco poprowadzony. Całe te poszukiwania  można było przeprowadzić w ciągu jednego przedpołudnia, ale wakacje z rodziną rządzą się swoimi prawami, których nie miałem zamiaru naginać. Do śniadania latałem, gdzie chciałem, udając podróżnika. Ale potem liczyły się tylko moje trzy cudowne dziewczyny, a ja stawałem się typowym turystą przez koślawe „t”, prażącym się nad basenem, opychającym się lodami i popijającym drinki z taniego rumu i średniej jakości ginu. No może niezupełnie typowym, bo nie narzekającym na upał, zbyt słoną wodę czy cienkie piwo i cieszącym się każdą chwilą z rodzinką. A gdy nadchodził świt znów wciskałem na stopy wysłużone buty biegowe , przeskakiwałem przez murek tarasu i patrząc na górujący nad okolicą szczyt, ruszałem w jego stronę. Aż piątego dnia w końcu udało mi się dotrzeć na górę.

Corfu Trail 11 path to Lakones

Szlak prowadził mnie przez skaliste zbocza, na wpół dzikie gaje oliwne, porośnięte wysoką trawą łąki. Chwilami zabierał mnie na wijącą się jak wściekły wąż szosę, by zaraz ściągać mnie ku wąskiej ścieżce wśród zarośli. Biegłem wciąż pod górę, aż wreszcie znalazłem się wśród wiekowej zabudowy dzielnie opierającej się współczesności, przytulonej do wzgórza, maleńkiej wioski Lakones. Czas zdawał się niespiesznie sunąć wśród jej ciasnych, miejscami nie szerszych niż rozłożone ramiona, brukowanych uliczek. Jakby zupełnie zapomniał, jak bardzo lubi pędzić i poganiać wszystkich dookoła. Byłem tu już po raz trzeci, ale nie odmówiłem sobie przyjemności zajrzenia do klimatycznych zaułków tego wyjątkowego miejsca. W dalszą drogę ruszyłem szosą, która w sercu Lakones szczelnie wypełniała asfaltem przestrzeń pomiędzy domami i z ledwością pozwalała wyminąć się dwóm niewielkim samochodom. Gdy opuściłem przytulne mury wioski, mogłem podziwiać leżącą w dole malowniczą Zatokę Liapades (gdzie zacząłem swój bieg), rozłożoną wśród niewielkich zatoczek, wyjątkowej urody słynną miejscowość Paleokastritsa (o której nigdy wcześniej nie słyszałem) i przepiękną twierdzę Angelocastro na szczycie skalistego wzgórza (do której niestety nie dotarłem). To była okolica niezwykłej urody, a ja cieszyłem się w duchu, że starczyło mi zapału, by się o tym przekonać. Po kilku kolejnych minutach biegu i paru głośnych „kurwa, ale pięknie”, urządziłem sobie krótką przerwę na tarasie widokowym nieczynnej jeszcze kawiarni, by z nogami na stoliku i uśmiechem na twarzy zjeść batonik i nasycić oczy widokiem. Żal mi było ruszać się z wygodnej kawiarnianej kanapy, ale w końcu wróciłem na trasę. Przez następne kilka kilometrów szlak Korfu Trail pokrywał się z poskręcaną nitką szosy, ale ja po krótkiej chwili biegu po asfalcie odbiłem w ledwie widoczną, zarośniętą ścieżkę. Znów mijałem na wpół dzikie gaje oliwne, wysokie do pasa trawy i zataczając kilometrowy łuk w końcu znalazłem się na szczycie.

 Corftu Trail 9 panorama

Ten widok mam przed oczami do dziś. Odległy, południowy kraniec wyspy z jego zielonymi wzniesieniami, znajdująca się w sercu Korfu dolina Ropa, dobrze mi już znana Zatoka Liapades. W oddali dawało się dostrzec Kerkirę – stolicę wyspy, wpływające do portu wycieczkowce i Starą Twierdzę, którą dwa dni wcześniej zwiedzałem z rodziną w niemiłosiernym upale. W tle rysowały się masywne sylwetki gór kontynentalnej Grecji i Albanii, a całości wrażenia dopełniała delikatna mgiełka kończącego się brzasku i nadchodzącego świtu. Pomyślałem sobie wtedy, że spoglądanie z plażowego leżaka na skaliste wzniesienia, górujące nad malowniczą zatoką w popołudniowym słońcu to świetna rzecz. Ale dopiero podziwianie tej malowniczej zatoki ze skalistych wzniesień o poranku to rzecz niezapomniana. Bo z góry wszystko wygląda lepiej, z góry można patrzeć znacznie dalej.

Potrzebowałem dobrych dziesięciu minut, by zacząć rozważać ruszenie się z miejsca i powrót. I gdyby nie świadomość, że na dole czekały już na mnie moje dziewczyny, stałbym tam do dzisiaj. Została mi niecała godzina na powrót, zacząłem więc szaleńczy zbieg przez skaliste zbocza, zarośnięte wysoką trawą ścieżki, na wpół dzikie gaje oliwne, wijącą się jak wściekły wąż asfaltową drogę, wiekową zabudowę dzielnie opierającej się współczesności, przytulonej do wzgórza, maleńkiej wioski Lakones. Słońce wzeszło już całkiem wysoko, a cieknące po mnie małe, drżące krople zamieniły się w wartkie strumienie i uświadomiły mi, jak dobrze było wstać na długo przed świtem. Na szczęście nim zdążyłem utonąć w wodospadzie potu, dotarłem do starej, drewnianej altany, gdzie zacząłem poranek. Minąłem basen, a mój wygląd sugerował, że właśnie skończyłem poranne pływanie w stroju do biegania. Przebiegłem obok budynku z hotelową recepcją, minąłem pierwszych wczasowiczów zmierzających na śniadanie i przypatrujących mi się z zaciekawieniem. A gdy wskoczyłem na murek tarasu przy naszym pokoju, przywitał mnie widok jeszcze piękniejszy niż ten sprzed kilkudziesięciu minut. Moje trzy dziewczyny czekały już na mnie, gotowe na śniadanie.

Corfu Trail 7 widok na zatokę Liapades
Widok na Zatokę Liapades i położoną wśród niewielkich zatoczek, malowniczą miejscowość Paleokastritsa
Corfu Trail 5 Lakones
Lakones – maleńka wioska przytulona do wzgórza i dzielnie opierająca się nowoczesności. W tle druga strona wyspy ze stolicą, Kerkirą.
Corfu Trail 4 szosa
Szosa, na którą co i rusz powracał szlak Korfu Trail.
Corfu Trail 1
Nad Zatoką Liapades.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *