dzieci-i-tygielek-uczuc

Dzieci i tygielek uczuć.

Posted on Posted in Nie o bieganiu

Czy można być jednocześnie wściekłym do granic i rozbawionym do łez ? Można. A zanurzonym w rozpaczy i szczęśliwym w tym samym momencie? Też można. Wykończonym i pełnym energii? Rozczarowanym i dumnym? Skupionym i rozkojarzonym? Żadna to trudność. Potrzebne do tego są dzieci. Najlepiej co najmniej dwójka dzieci. I samo wyjdzie.

Po raz pierwszy przekonałem się, że możliwe jest jednoczesne doświadczanie takich pozornie sprzecznych uczuć już w dniu, gdy przywiozłem moją dzielną żonę i naszą pierwszą córeczkę, przesłodkiego noworodka do domu. Jakież to było szczęście patrzeć, jak ta delikatna istotka o drobniutkich paluszkach i filigranowej twarzyczce śpi błogim snem na naszym łóżku, w naszym mieszkaniu, które stało się tego dnia prawdziwym, rodzinnym domem. Jakiż to był koszmar słuchać niemal do rana, jak to małe stworzenie wydziera się, emitując dźwięki o częstotliwości wywołującej drgania mózgu i wrzenie krwi. Brak doświadczenia w obsłudze Amelki sprawił, że żonka i ja byliśmy tamtej nocy kompletnie bezradni i w panice podejmowaliśmy nie do końca przemyślane działania. Po trosze dlatego, że nikt nam nie wytłumaczył, jak rozumieć nasze dziecko. Czy to, że jest głodne, komunikuje przez płacz połączony ze skrzeczeniem czy też płacz przechodzący w pisk? Skąd to mieliśmy niby wiedzieć? Na wszelki wypadek każdą dźwiękową sygnalizację, przekraczającą normy hałasu, traktowaliśmy jako wezwanie do karmienia. A ponieważ okazało się, że nie bardzo wiemy, jak technicznie korzystać z dozowników pokarmu wbudowanych w moją żonę, zdecydowaliśmy się wykorzystać baterię butelek ze smoczkami i słoik mleka w proszku. Pamiętam jak dziś, jaki byłem zadowolony, gdy zdołałem nakarmić moją córkę całą dwustu mililitrową butelką mleka w ciągu zaledwie minuty, bo wybrałem smoczek z dużymi otworkami. Pamiętam też, jak szybko zadowolenie z siebie przeszło w przerażenie, gdy moje dziecko błyskawicznie pozbyło się całej podanej przez tatusia porcji pokarmu, wypuszczając z ust długi i daleki strumień, niczym kamienna postać putta wodę w renesansowej fontannie. Tamtej pamiętnej nocy zrozumiałem, że powiedzenie “rwać sobie włosy z głowy” niekoniecznie jest tylko przenośnią. A gdy o piątej nad ranem nasza córka wreszcie usnęła, uświadomiłem sobie, że oto moje życie właśnie wywróciło się do góry nogami. Ogarnął mnie strach, czy podołam roli ojca i opanowało szczęście, że dostałem szansę spróbować.

Po niespełna trzech latach uczenia się nowych ról po raz drugi zostaliśmy rodzicami. Zdobyte przez ten czas doświadczenie oraz rady rodziny i przyjaciół, mających już dwójkę dzieci, pozwoliły nam dobrze przygotować się do dnia, kiedy Łucja miała wprowadzić się do naszego domu. Wiedzieliśmy, że dla starszej córki będzie to trudny czas i że trzeba rozegrać wszystko uważnie i rozważnie. Dlatego zorganizowaliśmy przybycie Łucji i pierwsze spotkanie sióstr tak, by Amelka czekała już w domu ze mną. Wszystko przebiegło zaskakująco gładko. Starsza siostra dostała od młodszej prezent, młodsza starszej od razu przypadła do gustu i na dodatek okazała się w pierwszych dniach znacznie łatwiejsza w obsłudze. A może to my okazaliśmy się znacznie w tej obsłudze sprawniejsi. Czułem wtedy, że podołam. Że trzy dziewczyny w domu dadzą mi mnóstwo motywacji, by dawać radę na różnych polach. I wtedy po raz pierwszy się rozpłakały. Wszystkie trzy. Jedna po drugiej. W jednej chwili moja rosnąca pewność siebie jako ojca i męża zadygotała w posadach i runęła z łoskotem, wzbijając w głowie tumany przerażenia. A przez mózg przemknęła najbardziej błyskotliwa myśl, jaka w facecie może w takim momencie się zrodzić – “o kurwa”.

Potem było już tylko lepiej i nie potrafię teraz wyobrazić sobie życia bez trzech ślicznych dziewczyn o identycznych włosach w kolorze ciemny blond, jaśniejących pod wpływem letniego słońca i mieniących się wówczas pasemkami. Dziewczyn, które jak nikt inny potrafią wywołać we mnie całą mieszaninę uczuć. Najczęściej uczuć cudownych, ale są takie chwile, gdy to uczucia skrajne, przeżywane jednocześnie. Na przykład wtedy, gdy podczas śniadania powietrze przeszywa głośne i przeciągłe pierdnięcie Amelki, które sprawczyni, wielokrotna w tej kwestii recydywistka, komentuje słowami: „to na cześć Łucji”. Rozradowane dziewczyny rechoczą w najlepsze, a ja i żonka w złości ledwie powstrzymujemy pęczniejące w naszych policzkach obfite salwy śmiechu. I taki tygielek z mieszanką bardzo różnych emocji gotuje się w naszym domu właściwie codziennie. Ostatnio bulgotała w nim zupa z dumy i rozczarowania, gdy przez telefon zdawałem relację mojej córce z niedawnego, udanego dla mnie biegu na Kasprowy. Poprawiłem się w nim o sześćdziesiąt jeden pozycji, zajmując siedemdziesiąte pierwsze miejsce, co uznałem za spory sukces i powód do dumy, zważywszy, że do gór mam na co dzień dosyć daleko i gdyby istniała w tych zawodach kategoria Warszawa-open, zmieściłbym się w pierwszej trójce. Ale cisza, która zapadła po drugiej stronie słuchawki, gdy powiedziałem dziecku, jakie zająłem miejsce, oznaczała wielkie rozczarowanie. Bo moja córka ustawiła mi poprzeczkę znacznie wyżej. I dopiero, gdy nieostrożnie obiecałem, że za rok postaram się dobiec w pierwszej dziesiątce, a za dwa lata stanąć na podium, usłyszałem w słuchawce wesołe i pełne ulgi „dobrze, tato”. Za cholerę nie wiem, jak tego dokonam, ale słowo się rzekło i teraz muszę go dotrzymać. Bo jestem ojcem, a to jedna z podstaw tej roli.

Nie mam więc wyjścia i będę musiał wspiąć się na wyżyny swoich możliwości. Wykazać się hartem ducha, mocnym charakterem i wytrwałością. Pracować nad sobą i robić stałe postępy. Nie zrażać się, gdy przyjdą słabsze momenty i wyciągać wnioski, jeśli coś będzie szło nie tak, jak powinno. Wiem, że nie będzie lekko. Mam pewność, że chwilami będzie bardzo ciężko. Wiele będę musiał poświęcić. Z wielu rzeczy zrezygnować. Ale czuję, że gdybym się tego nie podjął, straciłbym wielokrotnie więcej. Tak, bycie tatą to fantastyczna sprawa.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *